http://www.tlpoker.pl/


LP international Poland    Kontakt            Użytkownicy: 112 Aktywnych, 0 Zalogowanych - Godzina: 12:15
Poker Nowości








TLP Avatary Pokerstars:


Saizzo

Nowy na TLPoker? Zarejestruj się za darmo!
rss
Tajlandia
  Saizzo, Jan 21 2010

Siema,

Zastanawiałem się czy w ogóle zaczynać tutaj pisać też o Tajlandii, bo Kurak i Destrukt już aktualizują, póki co na próbę wrzucę i zobaczę jakie będą efekty : ).

Zacznę od mieszkania, bo było kilka pytań o nie, niżej kilka zdjęć:

















To było w ogóle pierwsze mieszkanie, które sprawdzaliśmy w Kamali, kręciliśmy trochę nosami z Kurakiem, bo wydawało nam się, że znajdziemy coś zdecydowanie lepszego w tej cenie i było w tym trochę racji, bo początkowo Tajka chciała 50.000 bahtów (4,2kzl) na miesiąc. Trafiliśmy do niej przypadkowo, bo tak naprawdę szukaliśmy sklepu z komórkami i chcieliśmy jej się zapytać o drogę : ). Pod koniec rozmowy ktoś rzucił pytanie, czy zna kogoś kto wynajmuje i od razu wzięła nas na obchód : ). Nie zdecydowaliśmy się w pierwszej chwili, bo mieliśmy informację z dobrego źródła (pokertravel.com), że trzeba szukać bez pośpiechu z 2-3 dni, żeby dobrze wybrać. Niestety, mimo że początek wyglądał obiecująco, później chodziliśmy po Kamali, a raczej snuliśmy się bez określonego celu, pytając napotkanych Tajów czy kogoś znają kto się zajmuje wynajmowaniem. Wszędzie mówiono nam, że mają pokoje do wynajęcia, że z mieszkaniem będzie bardzo ciężko teraz, bo jest Peak Season. Pod koniec dnia na maxa zmęczeni postanowiliśmy pójść do pierwszej Tajki i rzucić cenę 100.000 bahtów na 3 miesiące (cena zbita do 2/3 początkowej). Kiedy jej powiedzieliśmy, ona sama nie wiedziała co odpowiedzieć, myśleliśmy, że to raczej dlatego, że cena za niska... ale jak podzieliła sobie na kalkulatorze 100.000 bahtów na 3 i wyszło 33.000 bahtów zgodziła się natychmiastowo wyraźnie zadowolona... i wtedy wiadomo było, że była spora szansa zbicia jeszcze tej ceny. No ale mówiono nam, że 35.000 bahtów trzeba liczyć za takie mieszkanie, więc żeby nie mieć dalszych kłopotów z szukaniem mieszkania wzięliśmy je.

2.internet- sprawa, którą w dalszym ciągu nie potrafimy rozwiązać. Już mieliśmy go mieć dzisiaj, ale okazało się w ostatniej chwili, że firma oferująca internet nie da rady przepuścić przez numer tel w naszym mieszkaniu... Taj obiecał, że jutro dowie się czy druga firma coś zdziała. Najlepsze, że moglibyśmy już mieć internet i grindować powoli,
ale koniecznie zależało nam na kablach, nie chcieliśmy wirelessa. Tutaj często przycina neta, a z wiadomych powodów nie jest to nam na rękę, dlatego wolimy trochę poczekać i przynajmniej spróbować czy da radę podłączyć "porządny" internet. Jutro może uda się to ogarnąć i praktycznie ostatnia sprawa będzie załatwiona.
Pozostaje jedynie siłownia, której po prostu nie sposób tutaj znaleźć, są jakieś takie maleńkie w hotelach, po 10 ciężarków, rower, bieżnia, nie ma nawet sztang czy ławeczki.

3.skutery - w poniedziałek wypożyczyłem z Kurakiem po skuterze, total 350 bahtów (~28zł) za dwa skutery, zatankowaliśmy do pełna nasze skuterki co na głowę wyszło nas po 100 bahtów (~9zł) i mogliśmy prawie cały dzień jeździć. Pojechaliśmy z rana na północ, tam gdzie mniej turystów, zobaczyć życie miejscowych bez tej całej machiny turystycznej, która zmienia codzienne życie Tajów. Skuterki okazały się świetnym środkiem lokomocji, na serpentynach pod górę jeździło się przyjemnie, w odróżnieniu od samochodu. Życie Tajów wgłąb lądu mocno się różni, czuło się, że ludzie ciężko pracują na chleb, nie żyją z turystów, którzy samym napiwkiem potrafią Tajowi zapewnić dobrą dniówkę... Po kilkunastu kilometrach trafiliśmy do Tesco, z ciekawości weszliśmy zobaczyć ceny, ponieważ w Kamali ceny są dosyć wysokie i nawet robienie śniadania czy kolacji nie jest tak tanie jak początkowo nam się wydawało. Oczywiście w Tesco, czego można było się spodziewać, ceny 2 razy niższe. Po wyjściu zobaczyliśmy miejscowy targ, ruszyliśmy w jego stronę z nadzieją, że znajdziemy coś naprawdę ciekawego, może jakieś pamiątki, może jakieś orientalne, miło pachnące potrawy. Niestety targ okazał się zlepkiem straganów z koszulkami, z okularami czy japonkami. Jedzenie śmierdziało przeokrutnie i nie byliśmy na tyle odważni, żeby spróbować czy smak był na podobnym poziomie : ). Ruszyliśmy dalej na skuterkach i po 20km zwiedzania okolic zaczęliśmy szukać jakiegoś przyzwoitego miejsca do zjedzenia. Po przypadkowym wjechaniu na dwupasmówkę minęliśmy jakąś dziwną restauracyjkę (bar?), zatrzymaliśmy się i pojechaliśmy do niej pod prąd poboczem tak jak uwielbiają jeździć Tajowie. Jedzenie okazało się doskonałe, najlepsza jednak była cena - 40 bahtów (3,5zł) za talerz kurczaka z ryżem i miseczkę rosołu z tego kurczaka, dodatkowo obsługa przemiła. Mimo, że obok nas była dwupasmówka, miejsce było spokojne i nie czuło się w ogóle ruchu.
Zdjęcie stolików i ołtarzyka w przydrożnej restauracyjce (barze?):





Wracając wstąpiliśmy do świątyni. Nie bardzo wiedzieliśmy czy możemy tam wchodzić, czy możemy tam robić zdjęcia, no ale trzeba było przynajmniej spróbować, przecież w najgorszym razie mogą nas wyrzucić? Chodziło tam kilku mnichów, ale nie pokazywali, że są zdziwieni naszą obecnością, więc w najlepsze zaczęliśmy sobie zwiedzać i robić zdjęcia. W połowie naszej drogi, zaczęły wychodzić wrogo wyglądające psy i postanowiliśmy ich nie oswajać : ). Gdy już byliśmy praktycznie przy wyjściu psy zaczęły szczekać i za nami biec... było ich koło 6-8, oceniliśmy szybko, że nie chcemy się zaprzyjaźniać : ). Na szczęście nie uciekaliśmy przed nimi tylko stanęliśmy i w końcu poszły sobie... ale adrenalinka skoczyła, bo wyglądały jak bezpańskie kundle : ). Zdjęcia ze świątyni:









Po powrocie do Kamali, postanowiliśmy wykorzystać skuterki całkowicie i pojechaliśmy na południe do Patong, jednego z najpopularniejszych miejsc w Tajlandii. Tym razem oczywiście już bez kasków, co skrupulatnie wykorzystała policja... spokojnie nas zatrzymali, wypisali mandaciki i skierowali na posterunek policji : ). Początkowo miał być mandat po 500 bahtów (~43zł). Ostatecznie już na posterunku dostaliśmy po 300 bahtów (25zł), ale już mogliśmy do nocy jeździć bez kasków po okazaniu zapłaconego mandatu : ). Nie bardzo wiedzieliśmy gdzie trzeba jechać i co ważniejsze gdzie chcemy dotrzeć, więc szybka myśl zjeżdżamy gdzie tylko się da. Za jakimś hotelem zjechaliśmy do podziemia i okazało się, że trafiliśmy na spory parking dla skuterów, co ważne bezpłatny! Tutaj to chyba jest standardem : ). Już pieszo łatwo znaleźliśmy główną ulicę Patong i od razu zaczęliśmy kamerować/robić zdjęcia. Na ulicy skupisko turystów, którzy przyglądali się tamtejszym atrakcjom. Głównie były to skąpo ubrane tancerki lub jakieś egzotyczne zwierzaki, z którymi można było sobie robić zdjęcia. Nie będę tutaj wiele pisał, bo tak naprawdę przeszliśmy tam i z powrotem, kamerowaliśmy wszystko co się rusza, niżej efekty : )).

Ulica Patong:


Tancerki:



4. Pilotowanie - jako, że film, kiedy zaliczyłem wtopę na skrzyżowanie ujrzał światło dzienne, hhehe : )), spróbuję się wytłumaczyć pilotem, którego posiadałem ; p. Na filmiku bezcenne rady Kuraka, hahaha ; )



A tutaj jeszcze filmik na temat okolic i tamtejszej architektury:


5. Plaża w Kamali - w gruncie rzeczy jest dosyć spokojna, masę leżaków za nimi bary i palmy, co jakiś czas stoisko gdzie można poddać się masażom. Niżej kilka zdjęć z plaży w Kamali plus film kręcony z samochodu:









Dwie główne atrakcje wodne - standardowe skuterki (póki co drogie, 30 minut 1800 bahtów, czyli jakieś 150zł) i latanie ze spadochronem za motorówką. Spadochron od razu nas zainteresował, póki co skorzystałem ja oraz Destrukt, niżej kilka zdjęć i filmik z mojego startu:







Pozdrawiam, Saizo



0 votes

Komentarze (26)






Łatwy VIP na portfelu skrill


Streamy pokerowe



Copyright © 2020. TLPoker.pl Wszelkie prawa zastrzeżone
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację jego regulaminu.
Serwis przeznaczony jest wyłącznie dla polskojęzycznych obywateli państw, w których uczestnictwo i reklamowanie pokera internetowego jest legalne.
Kontakt Mapa strony LiquidPoker